To już jest koniec
Długo to trwało, zdecydowanie za długo, ale niechętnie i z duszą na ramieniu gasi się światło mając w głowie mnóstwo pię ...


Foto fakt
komentarze (0)
Kolejny Puchar Polski do kolekcji
Tabela ligowa
#
 
 
Pozostałe aktualności
Pogrom. 6:0 przy Łazienkowskiej
2017-05-14 19:55; komentarze: (5)
Mistrzostwo zdobywa się u siebie
2017-05-14 10:31; komentarze: (1)
Żyjemy - komentarz po meczu z Pogonią
2017-05-08 08:00; komentarze: (3)
Gramy dalej o mistrzostwo! 2:0 w Szczecinie
2017-05-07 20:03; komentarze: (3)
Tylko remis z Wisłą Kraków
2017-04-30 20:03; komentarze: (4)
Intuicja
2017-04-29 21:53; komentarze: (0)
Fotorelacja z Krakowa
2017-04-22 20:37; komentarze: (0)
Tradycyjne zwycięstwo z Cracovią
2017-04-22 20:04; komentarze: (1)
Masz rower, to pedałuj
2017-04-20 11:20; komentarze: (2)
Szczęśliwy remis - komentarz po meczu z Koroną
2017-04-17 22:07; komentarze: (1)
Zaprzepaszczona szansa - fotorelacja
2017-04-17 21:23; komentarze: (0)
Archiwum
 
Szczęście czy fart? - komentarz po meczu z Piastem
1. Symbolem starcia Piasta z Legią jest dla mnie akcja z 73. minuty. Vako Kazaiszwili podaje do Miroslava Radovicia, robi to dość niechlujnie, a mimo to Hebertowi udaje się nie sięgnąć piłki, która trafia pod nogi legionisty. Ten biegnie, biegnie, biegnie… zapewne czeka na ruch Szmatuły, ale bramkarz stoi do końca, robi się coraz większy, więc "Rado" oczywiście trafia w niego. W 99 przypadkach na 100 byłby to koniec akcji i wstyd dla strzelca, ale nie wczoraj. Piłka odbija się bowiem od Szmatuły, następnie od murawy, nabiera rotacji, odbija się od słupka i na koniec wpada do bramki. Te okoliczności to dowód, że "choćby skały srały", to piłkarze Piasta i tak przegraliby ten mecz.

2. W drugiej połowie do tejże 73. minuty gra toczyła się blisko pola karnego Legii. Może nie działy się tam sceny dantejskie, ale kilka razy zamykaliśmy oczy, kiedy na przykład Moskwik trafił w Arkadiusza Malarza, kiedy Arek obronił strzał Murawskiego albo kiedy Żivec minimalnie pomylił się posyłając piłkę blisko spojenia słupka z poprzeczką. Do tego dodajmy wiele piłek stykowych, groźnych dośrodkowań, tudzież prostopadłych podań piłkarzy Piasta, które denerwująco często trafiały do adresata, żeby mieć obraz gry, nad którą legioniści nie mieli panowania. Aż w końcu we wspomnianej 73. minucie Radović dostał piłkę, kopnął ją byle jak i byle gdzie, a ona i tak wpadła do bramki.

3. Po meczu trener Radoslav Latal trochę chwalił, a trochę ponarzekał na swoich piłkarzy, ale moim zdaniem ci grali dobrze – od początku wysoko, dynamicznie, z pomysłem, często z pierwszej piłki, z wymiennością pozycji, z koncentracją sił na bokach, gdzie Legia nie ma pomocników, którzy są specjalistami od bronienia. Pewnie gdyby w 18. minucie Malarz nie obronił strzału głową Jankowskiego albo gdyby w 27. minucie Żivec w idealnej sytuacji trafił pod poprzeczkę, a nie nad nią, to Legii byłoby trudniej. Ale Legii było łatwiej, ponieważ wykorzystała swoją pierwszą okazję, a Piast dopiero swoją ostatnią. W związku z tym od razu przypomniał mi się Madryt. Legia przegrała tam 1:5. Wynik był wysoki, bo "jedna drużyna większość swoich sytuacji (tak z 5 na 8) wykorzystała, a druga drużyna większość swoich sytuacji (tak z 4 na 5) zmarnowała". W Gliwicach było tak samo, tyle że to Legia była Realem. I o to właśnie chodzi z tą Ligą Mistrzów - trzeba tam nie tylko zarabiać, ale i uczyć się, jak w polskiej lidze być Realem.

4. Jeśli wygrywasz 5:1 na wyjeździe z wicemistrzem Polski, drużyną solidną, nieprzyjemną, która ma dobrego trenera, to na pewno nie wygrywasz fartownie. Legia w Gliwicach nie zagrała idealnie, ale jej błędów nie wykorzystali rywale, natomiast ona wykorzystała ich. Na tym polega sport i w tym między innymi przejawia się jakość sportowca – w umiejętności wykorzystywania błędów po drugiej stronie. Efektywność legionistów była wczoraj godna pochwały. Oto zespół pojechał do Gliwic w osłabionym składzie, zmęczony, praktycznie bez treningów, a mimo to w trudnych warunkach nie pękł "na robocie" i wywiózł cenne trzy punkty. To chyba nazywa się zawodowstwo.

5. Trochę inne spojrzenie ma niedzielny mecz mają piłkarze Piasta. Otóż ich zdaniem przegrali z Legią dlatego, że mieli pecha. Oto co powiedział Słoweniec Korun (49 występów w Ekstraklasie): "JEDYNE czego nam brakowało, to odrobina szczęścia. Mieliśmy pecha. Okrutnego pecha, który sprawił, że piłka długo nie chciała wpaść do bramki legionistów. Takie dni jak dzisiaj zdarzają się raz na rok, dwa lata. W meczu z Legią wykorzystaliśmy chyba limit pecha do końca sezonu." Policzyłem - w jego wypowiedzi na stronie klubowej Piasta słowo "pech" pojawia się pięć razy, a słowo "szczęście" dwa razy. To niemal traktat o szczęściu i pechu, który może i dawałby do myślenia, gdyby nie dwa szczegóły - wynik meczu i kontekst autora.

6. Otóż, solidny ligowiec Korun o tym, że błądzi, dowie się od... własnego trenera. Tak się bowiem (pechowo) złożyło, że przy pierwszym golu to on asystował Kopczyńskiemu przy jego podaniu do Hamalainena, przy drugim to on nie zablokował podania Ofoe do Hamalainena, przy trzecim to on stracił piłkę na rzecz Kazaiszwilego, przy czwartym to on nie przeciął podania Ofoe do Radovicia. Gdybym był złośliwy i miał więcej czasu, to zobaczylibyście w tym miejscu screeny z powtórek goli dla Legii, w których zawsze, ale to dosłownie za każdym razem, w polu widzenia byłby numer osiemdziesiąty ósmy. Korun to taki obserwator uczestniczący tego spotkania. Są tacy ludzie - nic nie robią, tylko obserwują i mają przemyślenia. Skoro tak i skoro Korun mianował się specjalistą od szczęścia, to przypomniało mi się, że trener Magiera rozdał kiedyś młodym legionistom książkę "Szczęście czy fart". Uros ma już 29 lat, ale może warto mu ją wysłać na gwiazdkę?

7. Wróćmy do legionistów. W Gliwicach Radović dopisał do swojego dorobku dwa gole i asystę. Taką samą statystyką może pochwalić się Nemanja Nikolić, ale zawodnikiem meczu został wybrany Vadis Odjidja-Ofoe, który zdobył piątego gola i był architektem goli numer dwa i cztery. Chwała tym ludziom, ale doceńmy też bohaterów drugiego planu, czyli bramkarza, środkowych obrońców, a także Michała Kopczyńskiego, który wziął udział w bramkach numer jeden i pięć oraz Kaspra Hamalainena, który rozprowadził pierwszą bramkową akcję i miał asystę przy golu numer dwa. To dowód, że "Kopa" się rozwija, okrzepł i jest coraz odważniejszy, a "Hama" potrafi być blisko w decydujących momentach. To taki Korun, tyle, że pod właściwą bramką.

8. I teraz o Niko, który odchodzi. Argumenty na tak są trzy: bardzo chce odejść, nie odejdzie za frytki, a poza tym najwidoczniej za daleko odleciał, jeśli nie rozumie, dlaczego hymnu Ligi Mistrzów słuchał z boiska dwa razy, a mógł sześć. Wszyscy to wiedzą poza nim, więc może trzeba mu wreszcie powiedzieć? Niko na łamach prasy węgierskiej żali się nie wiadomo dlaczego i nie wiadomo na kogo i może rzeczywiście gdzie indziej będzie szczęśliwszy. W meczu z Łęczną pożegnajmy go jak króla, bo po pierwsze na to zasłużył, a po drugie miejmy świadomość, że taki "kiler" nie trafi się Legii co sezon.

9. Czy istnieje świat bez Nikolicia? Na pewno istnieje, ale nie bardzo wiadomo, jak go urządzić. Przy Ł3 może pojawić się nowy król pola karnego, który wypali albo nie wypali, jest Aleksandar Prijović, jest Vako, Radović i jest wspomniany wyżej sympatyczny "Hama". Z Łazienkowskiej dochodzą informacje, że Magiera nie chce zbyt wielu transferów, że zadowoli się lewym obrońcą, może jakimś skrzydłowym, a kolejne przyjścia są funkcją odejść. To oznacza, że jeśli Niko odejdzie, to ktoś go może zastąpić. I tu jest problem. Tacy piłkarze nie rodzą się na kamieniu, są drodzy i nie jest powiedziane, że sprawdzą się w Polsce. Może więc warto przy okazji świąteczno-noworocznych życzeń zapytać Besnika Hasiego nie tylko o to, jak mu się żyje za legijne pieniądze, ale czy nie ma jakichś ciekawych piłkarzy na oku. Facet ma dobre rozeznanie, tylko nie można go wpuszczać do szatni.

10. Legia osiągnęła wszystkie cele na stulecie, pokazała się w Europie i nie ma wątpliwości, że wielu piłkarzy dostanie poważne oferty. Odejdzie nie tylko Nikolić, ale i Michał Pazdan, szansę na wyjazd ma Bartosz Bereszyński, o chęci sprawdzenia się w lepszej lidze przebąkuje Prijović i aż boję się myśleć, jak zareaguje Legia, gdy jakiś Turek zacznie kusić Vadisa. "Ten piłkarz unosi się ponad Ekstraklasą" – powiedział Kamil Kosowski. Nadchodząca zima to test na odpowiedzialność właścicieli Legii, czy w czasie wojny domowej znajdą czas (bo środki są), żeby sformułować i wdrożyć strategię na rok sto pierwszy. Rok setny udał im się wspaniale, ale kibice chcą więcej. Co poradzić, że człowiek jest tak skonstruowany, że do dobrego przyzwyczaja się natychmiast.



Źródło: własne
Marcin Żuk
Dnia: 2016-12-12 11:50:07
Komentarze użytkowników
2016-12-12 13:05:45; użytkownik: p
Pkt nr 6 miazga... ;-)
 
2016-12-12 23:10:36; użytkownik: Mietek
Pójdzie Pazdan, przydałby się środkowy obrońca, no chyba że Jodłowca na wiosnę tam wstawić..
 
2016-12-14 18:34:22; użytkownik: radek
Zajebiście Ty to piszesz! W temacie Legii .... Ty i długo długo nikt. Pozdrawiam
 
2016-12-17 21:15:29; użytkownik: Borracho
Cześć Marcinie. Miło Cię znów czytać :-) Jak zwykle z częścią się zgadzam, a z częścią można podyskutować.
 

     2 + 3 =