To już jest koniec
Długo to trwało, zdecydowanie za długo, ale niechętnie i z duszą na ramieniu gasi się światło mając w głowie mnóstwo pię ...


Foto fakt
komentarze (0)
Kolejny Puchar Polski do kolekcji
Tabela ligowa
#
 
 
Pozostałe aktualności
Pogrom. 6:0 przy Łazienkowskiej
2017-05-14 19:55; komentarze: (5)
Mistrzostwo zdobywa się u siebie
2017-05-14 10:31; komentarze: (1)
Żyjemy - komentarz po meczu z Pogonią
2017-05-08 08:00; komentarze: (3)
Gramy dalej o mistrzostwo! 2:0 w Szczecinie
2017-05-07 20:03; komentarze: (3)
Tylko remis z Wisłą Kraków
2017-04-30 20:03; komentarze: (4)
Intuicja
2017-04-29 21:53; komentarze: (0)
Fotorelacja z Krakowa
2017-04-22 20:37; komentarze: (0)
Tradycyjne zwycięstwo z Cracovią
2017-04-22 20:04; komentarze: (1)
Masz rower, to pedałuj
2017-04-20 11:20; komentarze: (2)
Szczęśliwy remis - komentarz po meczu z Koroną
2017-04-17 22:07; komentarze: (1)
Zaprzepaszczona szansa - fotorelacja
2017-04-17 21:23; komentarze: (0)
Archiwum
 
Renifery Świętego Mikołaja
1. W 57. minucie na telebimach zobaczyliśmy twarz trenera Wisły Płock Marcina Kaczmarka. To był zagadkowy półuśmiech człowieka inteligentnego, sympatycznego, ale zrezygnowanego po zderzeniu z przeznaczeniem. Jego drużyna przyjechała do Warszawy na ścięcie, straciła właśnie drugiego gola i idę o zakład, że trener bardziej w tym momencie kombinował, żeby nie przegrać meczu wyżej, niż jak go zremisować. Po kilku minutach Dominik Furman uderzył zza pola karnego tak, że nikt na stadionie nie miał do bramkarza pretensji. Ten strzał należało zablokować, a nie można było obronić i w taki oto sposób mecz dla Legii z banalnego, choć do zapomnienia, stał się nagle skomplikowany.

2. Legia miała co najmniej trzy możliwości, żeby wyjść z niego cało. Po pierwsze, mogła lepiej wykorzystać początkowy okres zagubienia piłkarzy Wisły, bo jeden gol to za mało z drużyną, która poza Kriwcem wyszła na boisko pod hasłem "Załatwcie to szybko". Legioniści uznali jednak, że trzy punkty to nie jest coś, o co w mikołajkowej atmosferze trzeba się zabijać. Potem, przy stanie 2:1 mecz mógł rozstrzygnąć Aleksandar Prijović, ale tego nie zrobił, bo akurat tego wieczoru postanowił, że będzie wkurzająco nonszalancki i że na przykład zamiast uderzać będzie podawał do bramkarza, a innym razem nie poda do wychodzącego na czystą pozycję kolegi. Wreszcie, przy stanie 2:2 wszystkim zabrakło zimnej krwi, żeby skarcić Wisłę za minimalizm i za wybijanie piłki na auty. Legioniści generalnie robili wczoraj za renifery świętego Mikołaja, a że w profesjonalnym sporcie taka postawa nie popłaca, to mogli nawet skończyć z 2:3. Mieli szczęście, że w Wiśle gra Kante.

3. Tydzień temu napisałem, że możesz perfekcyjnie przygotować zespół do meczu z Legią, a na boisko wyjdą Miroslav Radović i Vadis Odjidja-Ofoe i załatwią cię w pierwszej minucie. Dzisiaj napiszę, że możesz jako internetowy wujek "dobra rada" ostrzegać Legię przez Płockiem, a jako trener powtarzać setki razy słowa "mobilizacja" i "koncentracja", a i tak na boisko wyjdą piłkarze zdemobilizowani, nieskoncentrowani i zepsują ci weekend. I wiecie co? To nawet dobrze, że im się nie udało. Gdyby bowiem po tej siermiężnej kaszance pokonali Wisłę do zera, to jako żywo uznaliby, że w tej lidze mogą robić wszystko. Na przykład położyć się, a mecz sam się wygra, bo nikt im nie podskoczy. A tak przekonali się, że jednak podskoczy, a jest to wiedza bezcenna nie tyle przez dwoma ostatnimi meczami, choć to też, ale przed całą przerwą zimową.

4. Weź zawodnika, zajedź go, a potem postaw pod pręgierz opinii publicznej. Tak mniej więcej, do spółki z trenerem reprezentacji, postąpiła Legia z Tomaszem Jodłowcem. Mecz z Wisłą Płock był CZTERDZIESTYM CZWARTYM meczem "Jodły" w roku kalendarzowym. To i tak mało, skoro w 2015 roku Tomek wystąpił w PIĘĆDZIESIĘCIU OŚMIU meczach, w 2014 roku w CZTERDZIESTU SIEDMIU, a w 2013 roku w CZTERDZIESTU PIĘCIU. To oznacza, że od momentu przyjścia do Legii gra praktycznie non stop. W tym czasie zdobył trzy razy mistrzostwo i trzy razy Puchar Polski, a jeszcze na wiosnę, za Stanisława Czerczesowa, jego brak w składzie powodował, że Internet zalewał się łzami. I oto minęło kilka miesięcy i Internet prześciga się w porównaniach. "Ten obcy", "naturalna przeszkoda w środku pola", "czarna dziura z filmu Interstellar". Świetne! Jakże błyskotliwe! I to wcale nie jest sarkazm. W ogóle nie mam pretensji do kibiców, bo po pierwsze sam w trakcie meczu łapałem się za głowę obserwując nierówną walkę "Jodły" z własnymi ograniczeniami, a po drugie tak działa ten biznes – im jesteś lepszy, tym więcej od ciebie wymagają. Bo od kogo, do cholery, mają wymagać?

5. Kibice mają prawo do mniej lub bardziej złośliwych komentarzy, natomiast ja się pytam "gdzie w tym czasie byli rodzice", czyli klub? Klub, który za Czerczesowa za wszelką cenę stawiał rozpadającego się piłkarza na nogi w decydującej fazie walki o tytuł. Klub, który za Hasiego nie dał mu wolnego po mistrzostwach Europy ani w żadnym innym fragmencie rundy jesiennej. Klub, który mając tego samego lekarza, co reprezentacja, nie potrafił przemówić do rozsądku selekcjonerowi i wytłumaczyć mu rzecz oczywistą – że facet nie jedzie nawet na oparach, a stoi na poboczu i trzeba go tylko dopchać do najbliższej stacji. Nic z tego! Adam Nawałka kazał kręcić kluczykiem, bo a nuż odpali. W taki oto sposób z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc dyspozycja tego nieszczęśnika spadała, aż w meczu z Wisłą Płock delikatnie osiadła na dnie.

6. Jodłowiec w oczach kibiców jest jedynym negatywnym bohaterem spotkania z Wisłą. To dziwne, bo przecież żeby zremisować wygrany mecz, nie wystarczy mieć jednego słabego piłkarza, a co najmniej kilku. I tak przecież było. W tej drużynie nikt nie jest bez winy, ale szczególnie FATALNY był Michał Kucharczyk, który ani nie atakował ani nawet dobrze nie bronił. Mimo asysty nie poradził sobie Łukasz Broź, który w drugiej połowie wprowadzał kibiców w stan przedzawałowy. Mimo gola wiele uwag można mieć do Kaspra Hamalainena, chociaż w drugiej połowie, grając częściej w środku, prezentował się lepiej niż Vako we Wrocławiu. Jodłowiec, Broź i Hamalainen to rezerwowi, a to oznacza, że zawodnicy pierwszej jedenastki na ten moment nie muszą się bać.

7. Asysta, asysta, gol, asysta – oto bilans Dominika Furmana w meczach z Legią. Bardzo ładnie ze strony Żylety, że mimo rozczarowania wynikiem była w stanie po meczu skandować jego nazwisko i bardzo ładnie ze strony Furmana, że gola nie celebrował. Furman stał się w Legii piłkarzem, tutaj zapracował na transfer do Francji, zaliczał epizody w reprezentacji i tutaj również przekonał się, że może być za słaby, żeby na długim dystansie sprostać jej wymaganiom. Inna sprawa, że moim zdaniem jeszcze do Legii trafi. To rozsądnie myślący, pracowity, ambitny człowiek, a tacy piłkarze długo utrzymują się na karuzeli i z każdym rokiem lepiej korzystają z doświadczenia. Wczoraj Furman niemal samodzielnie (niemal, bo potrzebował jeszcze "Jodły" i "Hamy" w roli asystentów) zawrócił kolegów z drogi do autokaru, a później pomógł w wyrównaniu. Jeżeli ktoś spoza Legii miał być bohaterem tego meczu, to dobrze, że przynajmniej jest nim... legionista.

8. "Nie mieliśmy kontroli nad meczem, ale powinniśmy go przepchnąć i zapomnieć, nie udało się, taki jest futbol" – powiedział Michał Pazdan. Facet był zły, bo przecież nie po to wygrywa się 4:1 w Białymstoku i 4:0 we Wrocławiu, żeby za chwilę u siebie remisować z czternastą drużyną w tabeli. Wszyscy jesteśmy wkurzeni, ale naprawdę taki jest futbol. Może to był właśnie taki dzień, w którym trzeba się cieszyć z remisu? Zarzucamy piłkarzom brak energii, ale co się działo na trybunach? Wydawało się, że Żyleta zaraz zaśnie przy tym smętnym zawodzeniu "Nie poddawaj się…". Wiadomo, że widownię napędzają piłkarze i odwrotnie, ale wczoraj nie było życia z obu stron. Wszyscy staliśmy się po trosze ofiarami ostatnich zwycięstw, bo zdążyliśmy zapomnieć, że w sporcie wszystkiego wygrać się nie da. W tym kontekście (jak zwykle) podobała mi się pomeczowa wypowiedź Magiery. "Pracujemy dalej". Dokładnie. Pracujemy dalej, bo rywale nie są mocarzami i jeśli tylko nie będziemy reniferami, to jeszcze ten sezon uratujemy.



Źródło: własne
Marcin Żuk
Dnia: 2016-12-03 15:49:43
Komentarze użytkowników
2016-12-03 23:52:35; użytkownik: Mietek
Jakby nie patrzeć, odrobiliśmy 1 punkt do lidera..
 
2016-12-05 10:12:12; użytkownik: p.
W sendo. Zwłaszcza pkt nr 8.
 

     2 + 3 =