To już jest koniec
Długo to trwało, zdecydowanie za długo, ale niechętnie i z duszą na ramieniu gasi się światło mając w głowie mnóstwo pię ...


Foto fakt
komentarze (0)
Kolejny Puchar Polski do kolekcji
Tabela ligowa
#
 
 
Pozostałe aktualności
Pogrom. 6:0 przy Łazienkowskiej
2017-05-14 19:55; komentarze: (5)
Mistrzostwo zdobywa się u siebie
2017-05-14 10:31; komentarze: (1)
Żyjemy - komentarz po meczu z Pogonią
2017-05-08 08:00; komentarze: (3)
Gramy dalej o mistrzostwo! 2:0 w Szczecinie
2017-05-07 20:03; komentarze: (3)
Tylko remis z Wisłą Kraków
2017-04-30 20:03; komentarze: (4)
Intuicja
2017-04-29 21:53; komentarze: (0)
Fotorelacja z Krakowa
2017-04-22 20:37; komentarze: (0)
Tradycyjne zwycięstwo z Cracovią
2017-04-22 20:04; komentarze: (1)
Masz rower, to pedałuj
2017-04-20 11:20; komentarze: (2)
Szczęśliwy remis - komentarz po meczu z Koroną
2017-04-17 22:07; komentarze: (1)
Zaprzepaszczona szansa - fotorelacja
2017-04-17 21:23; komentarze: (0)
Archiwum
 
Do końca na maksa! - komentarz po Śląsku
1. Po zwycięstwie we Wrocławiu klimat jest taki, że pochwały dla Jacka Magiery ocierają się o banał, dlatego szybciutko: bilans trenera Jacka jest niesamowity – siedem meczów, sześć zwycięstw, jedna dość pechowa porażka oraz średnia trzech zdobytych goli na mecz. Z dwudziestu ośmiu punktów drużyny osiemnaście idzie na konto Magiery, jeden jest Vukovicia, a dziewięć to dzieło najlepiej w historii klubu opłacanego wynalazku prezesa Bogusława. Gdyby średnią punktów Magiery pomnożyć przez siedemnaście, to mielibyśmy teraz 10 punktów przewagi nad Jagiellonią. Gdyby to samo zrobić ze średnią Besnika Hasiego, to ostatni byśmy nie byli, ale przedostatni i owszem. Prosta matematyka najlepiej obrazuje różnicę pomiędzy Legią tamtą i tą.

2. Legia we Wrocławiu zdobyła gola już w dwudziestej trzeciej sekundzie. Nie mam wątpliwości, że Mariusz Rumak był do tego meczu perfekcyjnie przygotowany, jego piłkarze wiedzieli o legionistach wszystko i nikt bardziej niż oni nie pragnął zachęcić wrocławian do przychodzenia na stadion. I co? We wspomnianej dwudziestej trzeciej sekundzie cały misterny plan legł w gruzach. Możesz planować, rysować, tłumaczyć jak podaje Vadis Odjidja-Ofoe albo kiwa Miroslav Radović, a zaczyna się mecz i Vadis podaje w ten sposób, że Rado nawet nie musi się kiwać, żeby z przewagą pięciu metrów nad obrońcą biec na bramkarza. Dlatego między innymi zastanawiam się po raz n-ty, jaki jest sens prac plastycznych Krzysztofa Przytuły pokazujących, cóż takiego jakiś obrońca Śląska mógł zrobić lepiej w tej akcji. Jak już Przytuła lubi rysować, to może zamiast przesuwać tego biednego stopera dziesięć metrów na północny zachód powinien pokazać, cóż takiego Vadis i Radović zrobili dobrego, że mecz teoretycznie trudny zrobił się dla Legii łatwiejszy?

3. Nikt meczu Legia-Śląsk nie podsumuje lepiej, jak zrobił to Łukasz Madej. Piłkarz Śląska ma już 34 lata, w lidze widział wszystko, zwykle z Legią grał świetnie, ale wczoraj nie był w stanie zrobić nic. Otóż Madej powiedział, że po Legii widać grę na poziomie Ligi Mistrzów, widać pewność siebie i doświadczenie wyniesione z surowych nauk pobieranych na najtrudniejszym piłkarskim uniwersytecie świata. I kiedy Legia wraca do domu, to wymiata, bo zamiast pół sekundy czasu na rozegranie jej zawodnik ma znowu dwie, czyli wieczność. Na tym to polega – musisz przeżyć Dortmund, żeby taki sam "Dortmund" robić na własnym podwórku przekazując praktyczną wiedzę o futbolu swoich przeciwnikom. Na tym polega postęp nie tylko Legii, ale i ligi, o czym mówił trener Magiera w świetnej rozmowie z red. Bartłomiejem Kubiakiem i Michałem Zachodnym: "Chcę jednak dążyć do tego, by Legia była przedstawicielem ligi zagranicznej występującym w ekstraklasie. By to była drużyna europejskiego formatu, bo wierzę, że dzięki temu podniesiemy też poziom innych drużyn w Polsce. Taka jest naturalna kolei rzeczy". Czytajmy Magierę, bo to bardzo mądry, poukładany młody człowiek.

4. Podsumowaniem bezradności i miarą frustracji Śląska była haniebna akcja Maganinho Gonçalvesa (bo tak według 90minut.pl nazywa się ten gagatek). Nie nazwałbym tego faulem ani tym bardziej "podwórkowym zachowaniem", bo w tym drugim określeniu jest nutka bagatelizowania winy Portugalczyka. "Ha, ha, podwórko – nie dogonił, to go skosił". A to wcale nie jest śmieszne, bo równie dobrze piłkarz Śląska mógł Radoviciowi dać w zęby. I co wtedy? Podwórko czy jednak bandytyzm? Gonçalves mógł legionistę złapać za koszulkę, zahaczyć go, popchnąć, ale nie - on kopnął go z całej siły po goleniach. Dla mnie to nawet większe przewinienie, niż Bożoka z Arki, który w ferworze walki o piłkę na chwilę wyłączył rozum. Jeśli więc Portugalczyk dostanie mniejszą karę niż Bożok, to będzie oznaczać, że członkowie Komisji Ligi nie wyczują brutalności nawet w sytuacji, gdyby przejechano po nich czołgiem.

5. A propos Radovicia (gol i dwie asysty) i Ofoe (dwie asysty), to jestem ciekaw, kto zostanie piłkarzem listopada LOTTO Ekstraklasy. Dotychczasowi laureaci to Konstantin Vassiljew z Jagiellonii (piłkarz lipca), Kamil Drygas z Pogoni (z sierpnia), Przemysław Frankowski z Jagiellonii (wrzesień) i znowu Vassiljew (październik). Głosują kapitanowie drużyn Ekstraklasy, a siedemnasty głos należy do internautów. W listopadzie wybór nie jest oczywisty, bo komplet trzech zwycięstw zanotowała nie tylko Legia, ale również Lech i Korona. Ba, bilans bramkowy Lecha jest nawet lepszy niż Legii: 11:0 versus 10:1. Znając sympatię innych drużyn do Legii liczę się z tym, że piłkarzem miesiąca zostanie lechita. I oby to był Dawid Kownacki, bo wtedy część splendoru spadnie na Arkadiusza Malarza, który własnymi rękami uzdrowił go i odzyskał dla sportu.

6. Kownacki Kownackim, ale warto byłoby, żeby Arek (który po meczu ze Śląskiem nie musi dawać bluzy do prania) zamiast wskrzeszać lechitów, zajrzał na własne podwórko, bo tam też są ludzie wołający o pomoc. Na przykład Steeven Langil. Pamiętacie? To taki piłkarz, z którym Legia podpisała trzyletni kontrakt na załatanie dziury na lewej pomocy i którego dziennikarze reklamowali jako "wulkan z Martyniki". Trzeba było czterech miesięcy i bezpośredniej transmisji z imprezy, żeby się okazało, dlaczego Steeven to "wulkan". Otóż - bo kopci jak diabli! Ale to kopci tak, że kiedy zobaczycie dym nad Warszawą, to w ogóle nie wzywajcie straży. To po prostu znak, że gdzieś tam przy fortepianie, w towarzystwie swojego "Warsaw shore", Steeven Langil kibicuje drużynie.

7. Grzechem byłoby napisać, że Vako Kazaiszwili nie chce. On nawet chce za bardzo. W Białymstoku wyszedł w pierwszym składzie, był najsłabszy, ale przy jego zejściu z boiska drużyna zrobiła wszystko, żeby poczuł się jej ważną częścią. We Wrocławiu Vako wszedł na boisko już w 58. minucie i wtedy to trener zrobił wszystko, żeby mu było dobrze – Guilherme nie było w ogóle na boisku, Radović został na boku, a Vadis się cofnął. Vako dostał więc pól godziny, żeby w komfortowych warunkach, bez presji wyniku, być często przy piłce i kreować grę. I co? Co z tego, że chciał, skoro zwykle był tam, gdzie nie było piłki. Jako, że Vako to piłkarz potencjalnie cenny (pokazuje to w meczach reprezentacji), to w poniedziałek lub wtorek ktoś ze sztabu szkoleniowego powinien z nim usiąść i zabawić się właśnie w "Przytułę" – akcja po akcji rozrysować flamastrem, co we Wrocławiu robił nie tak, że nie zaistniał.

8. Kazaiszwili niech też pogada z Aleksandarem Prijoviciem. Czerczesow stawiał na "Prijo" kosztem środkowego pomocnika, a Hasi niby dawał grać w lidze, ale w chaosie, który wówczas panował, z meczu na mecz Szwajcar osuwał się w hierarchii. U Magiery wydawało się, że już po nim, bo w pierwszych trzech meczach wyżej stały akcje Kaspra Hamalainena, ale krok po kroku Prijović odbudowywał pozycję i jest teraz napastnikiem pierwszego wyboru. Przed Nikoliciem! I teraz popatrzmy. Z jednej strony mamy wesołego opierdalacza Langila, robiącego kółka z dymu, a z drugiej Prijovicia zachowującego się jak zawodowiec, który nawet jak nie gra, to jest gotowy, żeby zagrać. Znając formułki naszego szkoleniowca o drużynie, punktualności i wzajemnym szacunku, nie dziwi mnie, że Prijović wychodzi w "podstawie" na Dortmund i nie zdziwi, jeśli Malarz nie zdąży pomóc Langilowi, bo po prostu nie zastanie go na którymś z zimowych obozów. Naprawdę trudno oddalić się bardziej od etosu wyznawanego przez Jacka Magierę, niż jest w tej chwili Steeven Langil. Nawet Martynika leży bliżej.

9. Mecz ze Śląskiem ułożył się dla Legii dobrze pod każdym względem. Zespół wygrał i to wysoko (zadowoleni się piłkarze ofensywni), nie stracił gola (po Dortmundzie to lekarstwo na serca obrońców), nie odpadł od czołówki (a mógł, bo inni też powygrywali), umocnił własne morale demonstrując lidze, że nie odpuści, a przy tym nie zmęczył się, bo nie dopuścił do sytuacji, której się obawialiśmy przy 3:0 – straty gola, po którym rywal łapie nadzieję i zaczyna się dzika gonitwa od bramki do bramki. We Wrocławiu mecz zakończył drugi gol Prijovicia i można było się rozejść. Pięć kolejnych zwycięstw – właśnie takiej serii Legia potrzebowała, żeby utrzymać się w grze o mistrzostwo.

10. Warto zwrócić uwagę, że z tych pięciu kolejnych zwycięstw cztery zostały osiągnięte z drużynami aspirującymi, czyli Lechem, Jagiellonią, Cracovią i Śląskiem. Do końca roku zostały jeszcze trzy mecze, teoretycznie łatwiejsze. W tej chwili to nawet trudno o łatwiejsze, niż z Płockiem, Piastem (nawet w Gliwicach) i Łęczną. Wniosek? Trzeba… zacząć się bać, bo właśnie przy takich okazjach, kiedy wszystko idzie dobrze, najłatwiej się potknąć. Z Płockiem nie zagrają Radović i Guilherme (jak się czyścimy, to po kolei, nie wszyscy na raz!), Wisła ma mądrego trenera i świetnie kontruje (patrz mecz w Gdańsku), a nasi wyjdą na mecz pewni siebie, mając w pamięci, że w meczu ze Sportingiem mogą wyciągnąć z tego roku absolutnego maksa. Dlatego uwaga, panowie, bo ten Płock to pułapka!



Źródło: własne
Marcin Żuk
Dnia: 2016-11-28 09:00:43
Komentarze użytkowników
2016-11-28 17:53:19; użytkownik: piter
Jak zwykle dobry tekst :)
 
2016-11-28 18:22:37; użytkownik: O. Bserwator
Lubię czytać te artykuły, jak zawsze celnie w punkt. Jedna uwaga: z tego co wiem, Hasi nie był pomysłem prezesa Bogusława, tylko nadprezesa Dariusza.
 
2016-11-29 16:37:00; użytkownik: Trampek
Cytat : " I oby to był Dawid Kownacki, bo wtedy część splendoru spadnie na Arkadiusza Malarza, który własnymi rękami uzdrowił go i odzyskał dla sportu. " Uważam, że należy oryginał tej treści oprawić w ramki i powiesić na drzwiach prezesa Lecha Poznań . Malarz po zakończeniu kariery bramkarskiej , nie musi o nic się martwić , bo jako UZDROWICIEL ma zapewnioną klientele , bo UZDROWICIELI w tym kraju szczególnie brakuje, oj brakuje !
 
2016-11-30 09:29:39; użytkownik: Zbylu
Znowu bardzo fajnie napisane, trzeba częściej tu wpadać!
 

     2 + 3 =