To już jest koniec
Długo to trwało, zdecydowanie za długo, ale niechętnie i z duszą na ramieniu gasi się światło mając w głowie mnóstwo pię ...


Foto fakt
komentarze (0)
Kolejny Puchar Polski do kolekcji
Tabela ligowa
#
 
 
Pozostałe aktualności
Pogrom. 6:0 przy Łazienkowskiej
2017-05-14 19:55; komentarze: (5)
Mistrzostwo zdobywa się u siebie
2017-05-14 10:31; komentarze: (1)
Żyjemy - komentarz po meczu z Pogonią
2017-05-08 08:00; komentarze: (3)
Gramy dalej o mistrzostwo! 2:0 w Szczecinie
2017-05-07 20:03; komentarze: (3)
Tylko remis z Wisłą Kraków
2017-04-30 20:03; komentarze: (4)
Intuicja
2017-04-29 21:53; komentarze: (0)
Fotorelacja z Krakowa
2017-04-22 20:37; komentarze: (0)
Tradycyjne zwycięstwo z Cracovią
2017-04-22 20:04; komentarze: (1)
Masz rower, to pedałuj
2017-04-20 11:20; komentarze: (2)
Szczęśliwy remis - komentarz po meczu z Koroną
2017-04-17 22:07; komentarze: (1)
Zaprzepaszczona szansa - fotorelacja
2017-04-17 21:23; komentarze: (0)
Archiwum
 
Jesień średniowiecza - komentarz po meczu z Jagiellonią
1. Po 9 kolejkach Legia Warszawa zajmowała trzecie miejsce od końca i na stadion Wisły jechała ze świadomością, że jeśli przegra, to może spaść na ostatnie. Czy Legia była kiedyś ostatnia? Nie wiem. Przypuszczam, że nigdy. W Krakowie, jeszcze pod dowództwem Aleksandara Vukovicia, szczęśliwie zremisowała 0:0 i nadal zajmowała czternaste miejsce, z dwunastoma punktami straty do Jagiellonii. I oto pojawił się Jacek Magiera i niczym dobry pasterz niesforne owieczki ogarnął. Minęły dwa miesiące, sześć kolejek i Legia jest trzecia, ale od góry, a strata do Jagiellonii wynosi pięć punktów, a tak naprawdę dwa. Cud? Nie sądzę. Pamiętacie wyjściowy skład Legii z ostatniego meczu z Besnikiem Hasim na ławce? Malarz – Bereszyński, Pazdan, Rzeźniczak, Hlousek – Guilherme, Kopczyński, Ofoe, Radović, Langil – Nikolić. A pamiętacie jedenastkę z wczoraj? Poza jednym niepasującym elementem to niemal ten sam zespół. Co to oznacza? Że powiedzenie "dobrą drużynę mógłby prowadzić ktokolwiek" wymyślił jakiś debil.

2. Miałem wątpliwości co do Jacka Magiery i mam je nadal. Na razie mu żre i oby żarło jak najdłużej, bo Legia nie ma już marginesu na jakikolwiek kryzys. A właśnie kryzys, czyli na przykład trzy mecze bez zwycięstwa, będzie pierwszą poważną próbą umiejętności, doświadczenia i charakteru trenera Jacka. W Białymstoku poradził sobie znakomicie i – umówmy się – przechytrzył Michała Probierza. Jagiellonia potrafi kontrować, a tymczasem Legia wcale nie ruszyła do przodu, ale poczekała, co zaproponuje rywal. W efekcie widzieliśmy martwy mecz, „ucztę dla koneserów”, w której żadna drużyna nie chciała zaryzykować. „Gdybyśmy wykorzystali okazje, to Legia by zaatakowała i można byłoby grać z kontry” – żałował Probierz po meczu. Nie bardzo wiem, co to za okazje (może chodzi o tę jedną, w której dobrze zachował się Michał Pazdan), ale faktem jest, że Legia skupiła się na pilnowaniu tyłów wiedząc, że prędzej czy później doczeka się szansy. I szansa nadeszła, a sposób, w jaki legioniści zdobyli gola, postawił kropkę nad „i” w tym trenerskim pojedynku. Dla sztabu nie ma bowiem nic milszego, niż patrzeć, jak zagranie ewidentnie ćwiczone na treningach skutkuje golem.

3. Michał Probierz życzliwie, ale z pewną dozą wyższości mówił przed meczem o swoim odpowiedniku z Legii. To normalne, bo na poziomie ekstraklasowym Magiera nie ma do niego startu. Probierz może mieć z Magierą pewien problem, bo jeszcze pół roku temu mówił na weszlo.com, że nie liczy na pracę w Warszawie, ponieważ Legia stawia na cudzoziemców. I oto mija kilka miesięcy i Legia łamie schemat - bierze Polaka, a w dodatku Polaka w porównaniu z Probierzem mocno „zielonego”. Lata praktykowania przy Ł3, pomagania pierwszym trenerom, prowadzenia rezerw to przecież przedszkole w porównaniu z odpowiedzialnością głównego trenera. Probierz musi mieć Magierę za nieprawdopodobnego farciarza. On sam w lidze debiutował w Widzewie, w którym największą gwiazdą był Bartłomiej Grzelak - klasyczny drewniak. Magiera tymczasem zaczął pracę od razu od Legii i ze składem, w którym jednym z wielu jest lider reprezentacji Gruzji. I ten niedoświadczony Magiera, ten farciarz, przyjeżdża do Probierza i robi mu przy 18 tysiącach ludzi jesień średniowiecza. Idę o zakład, że w pewnym mieszkaniu w Białymstoku bez whisky tej nocy się nie obeszło.

4. To był dziwny mecz, w którym więcej było emocji przed, aniżeli w trakcie. Dziennikarze próbowali lepić z tego hit jesieni, jakieś derby Polski, a tymczasem było nudno - zupełnie nie jak w meczach Legii z Jagiellonią. Spodziewaliśmy się po gospodarzach natarcia, a tymczasem ludzie Probierza nie dali sobie szansy i nie poszli za przykładem choćby Korony Kielce, która zamiast czekać na wyrok postanowiła Legię zaskoczyć. Zaklęcia, że "my gramy bez presji, że Legia musi, a my tylko możemy" nie zadziałały. Probierz próbował zdjąć z zawodników stres, ale to nie takie łatwe, gdy przyjeżdża wróg śmiertelny, stadion się wypełnia i każdy miejscowy "Janusz" chce igrzysk. Asekuranctwo czuć było już w przedmeczowych wypowiedziach – Probierza o dream teamie z Łazienkowskiej i prezesa Cezarego Kuleszy o tym, że remis weźmie w ciemno. Do tego doszedł wspomniany wyżej wyrafinowany początek legionistów i Jagiellonia zgłupiała – nie wiedziała, czy ma się bronić, czy atakować. "Po meczu z Legią i Lechem będziemy znali swoje miejsce w szeregu" – powiedział sympatyczny prezes "Jagi" i na razie ta wiedza nie jest budująca. Ten mecz, ten wynik, ten "dziadek" grany przez długie minuty w drugiej połowie, może wpłynąć nie tylko na głowy piłkarzy Jagiellonii, ale też decyzje właścicieli podejmowane w przerwie zimowej. Mimo "wieśniackich" zachowań w rodzaju hymnu Ligi Mistrzów albo chamskiej intrygi z remontem ogrodzenia życzę temu klubowi dobrze, bo ma swój specyficzny styl i dodaje lidze kolorytu. Niech mu się wiedzie.

5. Probierz po meczu "nie zamierzał się usprawiedliwiać", ale jednak się usprawiedliwiał – doświadczeniem, umiejętnościami i szerokością kadry rywali, młodością swoich zawodników, a przede wszystkim terminem meczu, który zdezorganizował mu pracę treningową. "Nie stać nas na to, by czterech kluczowych zawodników wracało do klubu na dwa dni przed tak ważnym meczem." Śmieszne te żale. Tak naprawdę różnica polegała na tym, że z Legii na kadry pojechało trzech zawodników z pierwszego składu (Bereszyński, Pazdan i Kazaiszwili), a z Jagiellonii czterech (Góralski, Wasiljew, Frankowski i Czernych). A przy okazji Probierz dostał namiastkę tego, jak na jesieni pracuje się w takim klubie jak Legia. On nie miał czasu na treningi przez tydzień, a w Legii brakuje tego czasu co tydzień! Ile meczów zagrała Legia od początku sezonu? Dwadzieścia siedem. A Jagiellonia? Osiemnaście. Zamknijmy teraz oczy i wyobraźmy sobie Probierza, który awansuje z Legią do europejskich pucharów i jego mikrocykl wygląda następująco: mecz, odnowa, trening, rozruch, podróż, rozruch, mecz, odnowa, rozruch, trening, mecz. I tak w kółko. Obawiam się, że w Warszawie zabrakłoby wiader na trenerskie łzy. Jeżeli rzeczywiście tak ważnym powodem beznadziejnej postawy Jagiellonii był brak czasu na treningi, to Probierz nie nadaje się jeszcze do Legii. "Nie i jeszcze długo, długo nie".

6. Legia zagrała w Białymstoku mądrze, ekonomicznie, wyrachowanie, odpowiedzialnie, a co najważniejsze - skutecznie. Po bramce mogli jeszcze zdobyć Prijović z Vadisem, Szwajcar mógł też lepiej zachować się przy golu dla Jagiellonii, ale nie bądźmy pazerni - 4:1 na boisku lidera to wynik powyżej naszych oczekiwań. Po legionistach widać było klasę, coraz lepsze zgranie, a także doświadczenie wyniesione z Ligi Mistrzów. To normalne, bo co gorszego może spotkać ludzi, którzy przy dziewięćdziesięciu tysiącach widzów zostają wrzuceni do klatki z Ronaldo, Benzemą i Moratą? Przecież nie będą bać się stadionu w Białymstoku. To było czwarte z rzędu zwycięstwo Legii w lidze, a że wynik buduje atmosferę, to mieliśmy ją również w Białymstoku. Widzieliśmy Radovicia dyskutującego z Vadisem przed drugą połową, Vadisa dziękującego Kopczyńskiemu, a następnie biegnącego do ławki rezerwowych po zdobyciu gola, schodzącego z boiska Kazaiszwilego żegnanego przez kolegów jakby właśnie strzelił hat-tricka albo Hamalainena podającego "na pustaka" do Prijovicia, mimo uzasadnionych powodów do dbania o własne statystyki. Królem zamieszania był oczywiście Vadis. Gol zdobyty plus dwa wypracowane, mądrość, spokój, przegląd pola, mnóstwo dobrych pomysłów. Vadis jest dla Legii ważny, bo to dla takich piłkarzy jak on, Ljuboja czy Radović przychodzi się na mecze. Vadis przywraca też wiarę w człowieka, bo jest najlepszym dowodem, że nawet Hasi nie wszystko w Warszawie spieprzył.



Źródło: własne
Marcin Żuk
Dnia: 2016-11-19 17:22:47
Komentarze użytkowników
2016-11-19 18:24:47; użytkownik: ps
komentarz świetny, a już pkt 5 to mistrzostwo!
 
2016-11-19 19:27:09; użytkownik: Trampek
Na temat Hasi-ego i ludzi, którzy go sprowadzili, to nie ma co pisać, bo redakcja "kasuje" puszczone wcześniej komentarze. Wstyd dla redakcji, pewnie telefon od "znajomków" Hasi-ego był. Bo jeszcze urzędują w LEGII.
 
2016-11-19 23:08:35; użytkownik: Mietek
"Mimo "wieśniackich" zachowań w rodzaju hymnu Ligi Mistrzów" - o co chodzi z tym hymnem? Bo nie jestem w temacie..
 
2016-11-20 19:56:09; użytkownik: jfk do Mietek
https://www.youtube.com/watch?v=DRnjBeuPi_M - nagranie z meczu sprzed dwóch sezonów - po dwumeczu z Celtikiem.
 

     2 + 3 =