Drużyna Legii z Młodej Ekstraklasy po raz pierwszy w historii gra w Torneo di Viareggio zwanym Pucharem Karnawału. To jeden z najważniejszych turniejów klubowych drużyn do lat 21 na świecie. Dziś o 15 warszawianie walczą o awans do 1/8 finału.
Viareggio, miasteczko nad Morzem Liguryjskim, znane jest z największego we Włoszech karnawału, w czasie którego co niedzielę przez miasto przechodzi barwna parada. W tym samym czasie rozgrywany jest Torneo di Viareggio. - To niezwykle prestiżowy turniej. Zaproszenie to wyróżnienie. Organizatorzy, dobierając uczestników, zwracają uwagę na wyniki drużyn młodzieżowych danego klubu, na to, jak klub podchodzi do szkolenia młodzieży. Dzięki temu i my tu jesteśmy - wyjaśnia "Gazecie" szef Akademii Piłkarskiej Legii Jacek Mazurek.
Viareggio Cup to turniej pod patronatem FIFA i UEFA. Kariery zaczynały tam takie gwiazdy światowej piłki, jak Alessandro Del Piero, Andrea Pirlo czy Gabriel Batistuta. Bierze w nim udział czołówka włoskich drużyn z Juventusem, AC Milan, Interem czy Romą, a także zaproszone drużyny z całego świata. W tym roku oprócz Legii grają m.in. australijski Leichhard Tiger, FC Kallon z Sierra Leone, belgijski Anderlecht oraz sześciokrotny zwycięzca Dukla Praga. - Na naszym pierwszym meczu w poniedziałek trybuny były wypełnione w połowie. Ale już na mecz Juventus - Vicenza przyszło cztery tysiące widzów. We Włoszech drużyna młodzieżowa cieszy się zainteresowaniem i szacunkiem. W meczu z nami w składzie Juventusu grali piłkarze z pierwszej drużyny - wyjaśnia Mazurek.
W poniedziałkowym meczu otwarcia legioniści przegrali 0:3 z Juventusem, sześciokrotnym triumfatorem i obrońcą tytułu. Mecz transmitowała telewizja. - Zabrakło nam cwaniactwa oraz szczęścia. Nie zapominajmy, że niektórzy z rywali grali już w Serie A i Lidze Mistrzów - powiedział po meczu kapitan Młodej Legii Damian Zbozień, który w 40. minucie nie wykorzystał rzutu karnego po faulu na Jakubie Koseckim.
Lepiej było w środę, gdy Legia zremisowała z Livorno 1:1. - Szczególnie w drugiej połowie mieliśmy przewagę. Powinniśmy wygrać. Na tle mocnego Livorno wyglądaliśmy co najmniej równie dobrze. Na pewno nie odstajemy fizycznie, rywalizując z zespołami, które są w trakcie sezonu. Podobnie było z Juventusem, nad którym momentami górowaliśmy. Potem widziałem, jak turyńczycy roznieśli 4:0 Vicenzę, która prezentowała się dużo słabiej niż my - twierdzi Mazurek. Dziś o godz. 15 w ostatnim grupowym meczu Legia zagra z Vicenzą.