Zaufał mu
Franciszek Smuda, ufa mu
Jan Urban, jednakże wciąż nie gra na swoim najwyższym poziomie.
Maciej Iwański jest w absolutnej czołówce polskich rozgrywających, choć w Legii jego kreatywność zdaje się być dławiona.
Trener Jan Urban powiedział ostatnio, że wiosną Legia ma być niegrzeczna.Jak Pan to rozumie?
Nie słyszałem tych słów, ale patrząc na nas, faktycznie jesteśmy grzeczną drużyną. Za grzeczną. Musimy być bardziej agresywni, zdecydowani, grać ostro, oczywiście w granicach fair play.
Będziecie buldogami? Urban mówi, że brakuje mu twardych piłkarzy.
Nie da się tak łatwo z zawodnika zrobić buldoga. Jeśli drużynie idzie, wtedy nie jest ważne, czy gra technicznie, czy agresywnie. Ale zgadzam się, że często jest tak, że - by się obudzić - potrzeba zespołowi dwóch, trzech ostrych starć.
Podczas zgrupowania w Hiszpanii dostaliście w kość? Trenowaliście podobno dużo ciężej niż zwykle.
Na zgrupowaniu w Mijas byłem krócej niż koledzy, bo dostałem powołanie do kadry, ale i tak odczułem obciążenia. Nigdy nie trenowaliśmy lekko, ale teraz było jeszcze mocniej. Pokazują to też wyniki sparingów [Legia przegrała wszystkie mecze - red.]. Tyle że wcześniej było tak, że świetnie wyglądaliśmy w spotkaniach kontrolnych, nawet 4:0 ograliśmy Dynamo Kijów, a potem w lidze nie potrafiliśmy już tego powtórzyć.
Skąd pomysł Urbana, by zmienić metody przygotowań? Może jest tak, że jesienią mieliście problemy kondycyjne?
Mogę mówić za siebie. Uważam, że byliśmy dobrze przygotowani. System Amisco pokazał, że we wszystkich meczach jesiennych byliśmy lepiej przygotowani od wszystkich rywali pod każdym względem. Do tego bym się nie czepiał. Bardziej do stylu, w jakim graliśmy. Było oczywiste, że wielu naszych rywali zamierza murować bramkę. Mimo to często biliśmy głową w mur. Nie mieliśmy pomysłu, jak zaatakować. A powinniśmy zawsze mieć przygotowane coś ekstra. Coś, co w trudnych momentach pozwoli nam wygrać.
Czymś ekstra mogłyby być np. rzuty wolne. Rzadko Pan trafia.
Kiedyś trafiałem zdecydowanie częściej. Teraz idzie gorzej, ale w kilkuset wywiadach już mówiłem dlaczego.
No i wywołał Pan kontrowersje. Wie Pan, jak to brzmi: "Bo piłka była za ciężka"...
I mogę dalej te kontrowersje wywoływać. Podtrzymuję, że piłki, którymi gramy, są zbyt ciężkie.
A o słynnym wentylu możemy porozmawiać?
Dobra, wentyl wentylem. Kiedyś były piłki, które miały dętki w środku i różnie leciały, w zależności od tego, jak się je ustawiło. Teraz piłki są inne, choć ta, którą gramy w ekstraklasie, to mam wrażenie, że ona wciąż ma blazę w środku i jest piłką z dętką. Ktoś mi kiedyś powiedział, że jak się ustawi piłkę wentylem, to silniej leci i od tamtej pory tak robię. Może to kogoś śmieszyć.
To nie kopie Pan w wentyl?
Nie, ustawiam piłkę wentylem do bramki. Już kiedyś mówiłem, że źle zrozumiano moje słowa.
Takimi tekstami daje Pan powody do kpin.
A jakie gazety najlepiej się sprzedają? Bulwarowe. Ludzie wolą zobaczyć czyjeś śmieszne zdjęcie, niż czytać poważne artykuły.
Ale na całym świecie jest podobnie. Wyspy Brytyjskie żyją skandalem Johna Terry'ego, choć to jednak dużo poważniejsza sprawa niż wentyl. Kapitan reprezentacji sypiał z kobietą kolegi z drużyny. Poważne gazety o tym też piszą.
Terry jest potrzebny trenerowi reprezentacji Anglii jako piłkarz, a nie przyjaciel czyjejś dziewczyny. Chodzi mi tylko o to, że jak ktoś chce zrobić komuś na złość, może wykorzystać nawet drobną rzecz. I już jest sensacja.
Na zakończenie tematu wagi piłek, który jest już śmieszny... ... a dlaczego was śmieszy?
Bo od pół roku rozmawiamy o tym, że piłki są ciężkie. Ale to nie ja powtarzam, tylko dziennikarze. Nie mam pretensji, że gramy piłką danej marki, tylko o to, że jest za ciężka. Wybijam kilka rzutów rożnych i każdy ląduje na początku pola bramkowego, bo gdy pada, piłka łatwo nasiąka wodą. To jest normalne? Wiem, że jeden z drugim się z tego śmieją, że nie umiem piłki dokopać. I że Iwański się tłumaczy, że piłka za ciężka. Ale ja sobie tego nie wymyśliłem! Nasz trener bramkarzy od pół roku waży piłki i bywało tak, że na 20 sztuk 17 nie miało prawidłowej wagi. To czym my trenujemy: piłką do nogi czy koszykówki?
A koledzy to samo mówią?
Nikt nie powtarza Pana opinii. Jak rozmawiamy, to wszyscy narzekają. Ale jak trzeba odpowiedzialność w mediach wziąć, to lepiej siedzieć cicho. W Polsce jest tak, że nawet jak Bogdan Wenta mówi, że sędzia ich skręcił, to 75 proc. gazet twierdzi, że robi awantury. Jakie awantury? Walczy o swoje. Sędzia go skręcił, to o tym mówi.
Zgrupowanie reprezentacji w Tajlandii to była dla Pana wycieczka?
Też się już o tym nasłuchałem. Przecież trener Smuda musi oglądać zawodników. Zobaczył 20 piłkarzy przez dziesięć dni na żywo. Mnie to zgrupowanie nie przeszkodziło, a wręcz pomogło. Rozegrałem trzy mecze. Nic nie straciłem, jeśli chodzi o przygotowanie do ligi.
Maciej Iwański jest w stanie przekonać do siebie trenera Smudę w meczach ze słabą Danią czy Singapurem?
To jest wasze zdanie, że graliśmy ze słabą Danią.
A Pana zdaniem była dobra?
I Dania, i Polska nie były w tym okresie, w jakim powinny być. W Tajlandii trwają rozgrywki, w Singapurze też. A my ich lejemy bez przygotowania 3:1 i 6:1.
Polubił Pan słowa "international level"? W Pana przypadku znów wielu zastanawia się, czy stać Pana na to, by być liderem kadry. Beenhakker zawsze twierdził, że Pan się nie nadaje.
Tak uznał, jego sprawa. Powiem tak: gdy miałem 16 lat, chciałem iść do szkółki piłkarskiej. To mi powiedzieli, że się nie nadaję do piłki, bo jestem za niski. Od tamtego czasu ciągle robię krok do przodu. Najpierw trzecia liga, potem druga, pierwsza. Zagłębie Lubin, teraz Legia. Cały czas ktoś mi mówił, że się nie nadaję. International level? Powiedzcie, w jaki sposób trener, który to mówił, miał zobaczyć, jaki ja poziom prezentuję? Przyjeżdżam do niego na zgrupowanie i wystawia mnie w gierkach na prawej obronie. Trzy mecze u niego zagrałem: w pierwszym miałem dwie asysty, w drugim strzeliłem bramkę, a w trzecim zagrałem tak sobie.
Wracamy do pytania, które stawiają sobie eksperci: stać Pana na to, by być liderem kadry?
Eksperci, czyli dziennikarze, tak?
Nie tylko dziennikarze. Choćby Bogusław Kaczmarek o tym mówił ostatnio.
Kaczmarek ze mną nigdy nie pracował. Wystarczy zapytać trenerów, którzy mnie prowadzili. U żadnego nie siedziałem na ławce.
Mecz z Czechami za kadencji Stefana Majewskiego potwierdził Pana przeciwnikom, że jednak się Pan nie nadaje.
Wiem, znowu dostałem wtedy po uszach.